Miałam pięć lat, kiedy moja bliźniacza siostra, Ella, zniknęła bez śladu.
Tamtego dnia rodzice byli w pracy, a my zostałyśmy pod opieką babci. Nagle poczułam się bardzo źle. Babcia zajęła się mną najlepiej, jak potrafiła, aż w końcu zasnęłam.
W tym czasie Ella wybiegła na podwórko pobawić się piłką. Gdy babcia wyszła po chwili zawołać ją do domu, nie usłyszała odpowiedzi — tylko ciszę.
Mieszkaliśmy niedaleko lasu. To właśnie tam znaleziono jedynie jej piłkę.
Poszukiwania i wiadomość, która zmieniła wszystko
Policja szukała Elli długo. Wspominam to jak przez mgłę — byłam dzieckiem, ale pamiętam napięcie w domu i twarze dorosłych, które nie potrafiły się uśmiechać.
Dopiero po kilku miesiącach funkcjonariusze przekazali rodzicom informację, że Ella nie żyje. Dla mnie brzmiało to jak coś, czego nie umiałam pojąć. Przecież jeszcze wczoraj bawiłyśmy się razem.
- dzieliłyśmy zabawki bez kłótni,
- przymierzałyśmy sukienki mamy,
- trzymałyśmy się blisko, jakbyśmy stanowiły jedną całość.
Nawet jako maluch czułam, że Ella była moim całym światem.
Pytania, na które nikt nie chciał odpowiadać
Wciąż wypytywałam mamę: co się stało, gdzie ją znaleziono, kiedy… i dlaczego. Potrzebowałam jakiejś opowieści, czegokolwiek, co ułoży mi tę pustkę w głowie.
Mama ucinała temat. Mówiła, że nie powinnam wnikać w szczegóły i że moje pytania ranią ją coraz bardziej. W końcu przestałam.
Nie pamiętam pogrzebu. A jeśli był — w mojej pamięci nie zostało po nim nic, jakby ktoś wyciął ten fragment z życia.
Lata mijały, a ja dorosłam, założyłam rodzinę i z zewnątrz wszystko wyglądało dobrze. Jednak myśl o Elli nigdy mnie nie opuściła — wracała w snach, w chwilach ciszy, w nagłych ukłuciach serca.
Podróż do wnuczki i zwykły poranek, który przestał być zwykły
Niedawno moja wnuczka dostała się na studia w innym stanie. Postanowiłam ją odwiedzić i spędzić z nią kilka dni, nacieszyć się jej nowym światem, zanim rozkręci się na dobre.
Pewnego ranka, gdy była na zajęciach, wyszłam na spacer. Chciałam po prostu przejść się ulicami, popatrzeć na ludzi, wpaść na kawę.
Weszłam do małej, przytulnej kawiarni. Ustawiłam się w kolejce, wdychając zapach świeżo mielonych ziaren. I wtedy usłyszałam kobiecy głos.
To był głos uderzająco podobny do mojego — jakby ktoś puścił nagranie, tylko z innego końca sali.
- ten sam ton,
- ta sama melodia mówienia,
- ta sama, znajoma chrypka.
Kobieta stała przy ladzie, odbierała kawę na wynos. Odwróciła się. A we mnie wszystko zamarło.
Twarz jak z lustra
Wyglądała dokładnie jak ja. Nie „podobnie” — identycznie. Ta sama twarz, te same rysy, podobny wiek, nawet sposób poruszania się. Miałam wrażenie, że patrzę na swoje odbicie, które przypadkiem wyszło z lustra i zaczęło żyć własnym życiem.
Zrobiło mi się słabo. Przez moment świat zwęził się do jednego punktu, a w głowie krążyło tylko jedno pytanie: jak to możliwe?
Serce biło mi tak głośno, że niemal zagłuszało dźwięki kawiarni.
Nie potrafiłam stać bez ruchu. Podniosłam rękę i delikatnie dotknęłam ją w ramię, jakbym sprawdzała, czy to nie złudzenie.
Kiedy się odwróciła i spojrzała mi w oczy, zobaczyłam w jej twarzy dokładnie ten sam szok, który czułam w sobie.
Głos mi zadrżał, a słowo wyrwało się samo, zanim zdążyłam je zatrzymać:
— O mój Boże… Ella?
Jeśli w życiu istnieją chwile, które rozrywają czas na „przed” i „po”, to właśnie wtedy poczułam, że stoję na progu jednej z nich.
Podsumowanie: Minęły dziesięciolecia od dnia, w którym straciłam siostrę — a jednak jedno przypadkowe spotkanie w kawiarni sprawiło, że wszystkie dawne pytania wróciły ze zdwojoną siłą. Czasem przeszłość nie znika; tylko czeka, aż znów stanie przed nami twarzą w twarz.