Przez drzwi do zagrożonego komfortu
Inna stała na progu swojego domu, w dłoniach niosąc dwa torby. W drzwiach stała Tamara Andreïevna, ubrana w różowy szlafrok – ten sam, który Inna kupiła w zeszłym roku wiosną. Jej teściowa patrzyła na nią, jakby prosiła o jałmużnę.
– Przepraszam… co powiedziałaś? – zapytała Inna, jej umysł jeszcze nie przetwarzał tego, co usłyszała.
– Mówiłam: nie ma dla Ciebie miejsca tutaj – powtórzyła Tamara Andreïevna. Już wszystko zorganizowaliśmy, zaprosiliśmy gości. Alexei wyraził zgodę. Wracaj do swojej matki.
Za nią dało się słyszeć śmiechy oraz dźwięk stukających kieliszków. Mijając salon, Viktoria – siostra jej męża – zerkła z kieliszkiem w ręku, nosząc sukienkę Inny w kolorze beżowym.
– Tamara Andreïevna, dlaczego wciąż z nią rozmawiasz? – powiedziała Viktoria z lekkim znużeniem. – Niech idzie. Jesteśmy tylko w naszym gronie.
Osiemletnia Macha pociągnęła matkę za rękaw:
– Mamo… dlaczego babcia nie chce, żebyśmy weszli?
Pięcioletni Kirill milczał, przytulając się do nogi Inny.
Inna odstawiła torby. Ogromna fala gniewu zalała ją. W tym momencie miałaby ochotę krzyczeć. Ale spojrzała na swoje dzieci i wzięła głęboki oddech.
– Idźcie do samochodu. Wkrótce wrócę.
Tamara Andreïevna krzyknęła za jej plecami:
– No tak! Świetnie! Spadajcie stąd!
Inna posadziła dzieci z tyłu samochodu, włączyła bajkę i zaryglowała drzwi. Macha patrzyła przez szybę z zagubionym wyrazem twarzy, ale Inna pokazała jej, że wszystko będzie w porządku.
Następnie wyciągnęła telefon i zadzwoniła do Sergieja, szefa ochrony osiedla.
– Dobry wieczór, Sergiej. W moim domu są obce osoby. Wyłamali zamek i weszli nielegalnie. Są agresywni i nie pozwalają mi wejść. Moje dzieci boją się. Potrzebuję pomocy.
– Inna Władimirown, jesteś pewna, że to nielegalne?
– Ja jestem właścicielką. Nie dałam nikomu prawa do wejścia. Proszę, żebyś potwierdził wykroczenie.
– Zrozumiano. Już jedziemy.
Rozłączyła się i spojrzała na dom – dwuetapowy z dużymi przeszklonymi oknami. To ona wybrała płytki, tapetę i żyrandole. Alexei zawsze machał ręką, mówiąc: “Rób jak chcesz, nie mam czasu.” Prawie nigdy tam nie mieszkał. Wpadł tam raz latem, a potem wracał do Moskwy.
Inna natomiast przyjeżdżała co weekend, by przekształcać, udoskonalać i budować swoje schronienie. To był jej dom. Jedynie miejsce, gdzie nikt nie miał jej tłumaczyć, w jaki sposób jest “nie właściwe”.
Trzy miesiące wcześniej przez przypadek natknęła się na wiadomości, które Alexei wysłał swojej matce:
“Mamo, znów zaczyna z tymi swoimi ‘granica’. Wykańcza mnie swoimi zarzutami. Na szczęście dom jest na jej nazwisko, w przeciwnym razie już bym stąd uciekł.”
W tamtym momencie Inna zrozumiała. Nie potrzebowała skandalu. Musiała odejść – w sposób czysty, poprawny, tak jak trzeba.
Samochód przyjechał bez sygnałów. Inna poszła do domu jako pierwsza. Sergiej podążył za nią z innym funkcjonariuszem w mundurze.
Tamara Andreïevna siedziała przy stole w salonie. Obok niej Viktoria i troje gości, trzymających w rękach kieliszki. Na stole: pieczona gęś, sałatki, przekąski. Teściowa obróciła się i zamarła w widoku dwóch mężczyzn stojących za Inną.
– Co to ma znaczyć? Inna, przywiozłaś ochronę?!
– To mój syn zatwierdził! Alexei dał mi kod! – krzyknęła Tamara Andreïevna, skacząc na nogi. Krzesło z hałasem posunęło się do tyłu.
Inna krok w przód, mówiła powoli i wyraźnie:
– Alexei nie jest właścicielem. Nie ma tu stałego zameldowania. Nie ma prawa dysponować cudzą własnością. Dom został zakupiony za moje pieniądze i zarejestrowany na moje nazwisko. Szlafrok, który nosisz, jest mój. Sukienka na Viktorii również należy do mnie. Wzięłyście je bez zapytania. Macie pięć minut, aby stąd wyjść. W przeciwnym razie zgłoszę intruzję.
Viktoria warknęła:
– A kim ty jesteś?!
Ruch w kierunku Innej, uniosła rękę, ale Sergiej chwycił ją za nadgarstek.
– Puść mnie!
– Agresja wobec właścicielki: to przestępstwo, powiedział Sergiej spokojnie. Proszę, odetchnij. Uspokój się.
Goście zaczęli chwytać swoje płaszcze. Nikt nie chciał mieć problemów z ochroną. Tamara Andreïevna wybuchła płaczem:
– Żmijo! Traktowałam cię jak cókę! A ty wyrzucasz nas na ulicę, w zimno, w przeddzień Nowego Roku! Bez serca!
– Miska sałatki to wasza. Gęś przynieśliście. Zabierzcie to. Reszta jest poza waszym zasięgiem.
– Spadaj! – ryknęła Viktoria. Szarpnęła sukienkę, rzuciła ją na ziemię, a następnie włożyła sweter. Tamara Andreïevna zdjęła szlafrok i rzuciła go w kierunku Innej.
Wyszły w milczeniu. Viktoria ciągnęła miskę, teściowa trzymała gęś blisko siebie. Goście szybko się rozeszli.
Inna towarzyszyła im aż do bramy. Patrzyła, jak załadują wszystko do starej Łady. Viktoria coś krzyczała, ale nie dało się usłyszeć słów. Tamara Andreïevna ukrywała twarz w dłoniach.
Inna zamknęła bramę. Sergiej odchrząknął.
– Jeżeli wystąpi jakikolwiek problem, zadzwoń. Nie pozwolimy im wrócić.
– Dziękuję.
Agenci odjechali. Inna stała w miejscu przed siatką. W środku wciąż wszystko drżało… ale to była ulga. Jakby nosiła ciężar przez wiele lat, wyciągając ramiona, i w końcu go położyła.
W samochodzie Macha spojrzała na nią:
– Możemy wrócić?
– Tak.
Kirill pobiegł w stronę domu. Macha chwyciła matkę za rękę:
– A babcia… wróci?
– Nie.
Macha skinęła głową. Mała mądra dziewczynka. Rozumiała więcej, niż mówiła.
Wewnątrz Inna zaczęła sprzątać stół. Macha jej pomagała, Kirill nosił talerze.
Gdy wszystko zostało uporządkowane, Inna wzięła telefon i zadzwoniła do Alexeia. Nie odebrał od razu. Słychać było muzykę, głosy.
– Halo? Czemu dzwonisz? Jestem na firmowej imprezie.
– Twoja matka i siostra stoją na poboczu, przy wejściu na osiedle. Przyjedź po nie. Klucze do mieszkania w Moskwie zostaw na komodzie. Rozpoczynam procedurę rozwodową.
Krótkie milczenie. Muzyka ucichła: wyszedł z sali.
– Co? Jaki rozwód?
– Normalny rozwód. Dom należy do mnie, samochód należy do mnie. Nie ma nic do podziału.
– Inna, zwariowałaś? Moja matka przyszła świętować to u ciebie, a ty wyniosłaś je na zimno?!
– Twoja matka powiedziała, że: „Nie ma dla was miejsca tutaj.” Przed dziećmi. Na progu MOJEGO domu, który kupiłam za MOJE pieniądze. Włożyła mój szlafrok, Viktoria moje ubranie. Nakryły stół, zaprosiły gości i postanowiły, że nie mam prawa wejść.
– Ale mama nie myślała! Powinna była porozmawiać, wytłumaczyć, a nie robić cirkus z ochroną!
– Od dziesięciu lat się tłumaczę, Alexei. Od dziesięciu lat mówię, że to mnie rani, kiedy mówi mi jak żyć, kiedy mówi dzieciom, że jestem złą matką. A ty zawsze odpowiadałeś: „Znosić.”
– To moja matka! Jest starsza!
– Ma pięćdziesiąt osiem lat. Może wynająć mieszkanie i żyć sama. Tak jak ja.
Inna na chwilę się zatrzymała.
– Trzy miesiące temu napisałeś jej, że już się wystarczająco napracowałam, że cię wykańczam. I że na szczęście dom jest na moje nazwisko, w przeciwnym razie od dawna byś odszedł.
Milczenie. Długie, ciężkie.
– To było… w tamtym momencie…
– Nie ma znaczenia. Jestem zmęczona, Alexei. Zmęczona udowadnianiem, że mam prawo do życia. Idź po swoją matkę. Róbcie, co chcecie. Ja już nie bawię się w to.
– Inna, nie możesz tak…
– Mogę. Do widzenia.
Rozłączyła się. Jej ręce przestały drżeć. W środku była pustka – nie pustka straty, lecz pustka tego, co w końcu zostało odrzucone, ponieważ od dawna stało się obce.
Macha siedziała na kanapie i patrzyła na matkę. Kirill bawił się małymi samochodami, ale co chwilę zerkał w ich stronę.
– Mamo… tata nie będzie już z nami mieszkał?
Inna usiadła obok niej.
– Prawdopodobnie nie.
– A… on nas odwiedzi?
– Oczywiście. Jesteście jego dziećmi.
Macha zastanowiła się, a potem powiedziała cicho:
– Nie lubię, kiedy babcia przychodzi. Mówi, że źle robię zadania domowe. I że jestem gruba.
Inna zacisnęła pięści. Nie wiedziała o tym.
– Dlaczego mi tego nie powiedziałaś?
– Już byłaś smutna. Nie chciałam dokładać.
Inna mocno przytuliła córkę.
– Przepraszam, że nie chroniłam cię wcześniej.
– Dziś mnie ochroniłaś, odpowiedziała Macha, chowając twarz w jej ramieniu. Widziałam to.
Kirill wszedł na jej kolana:
– Mamo… czy włączamy lampki na choince?
Inna się uśmiechnęła:
– Oczywiście.
Włączyła lampki. Wyjęła pelmenis, postawiła garnek. Macha kroiła ogórki, Kirill układał talerze, z językiem wysuniętym w skupieniu.
O północy wyszli na taras. Niebo było ciemne, gwiazdy wyraźne. W oddali wybuchały fajerwerki. Tu panowała cisza. Byli tylko we troje.
– Szczęśliwego Nowego Roku, mamo, powiedziała Macha.
– Szczęśliwego Nowego Roku, moje kochani.
Kirill ziewnął:
– Mogę spać na kanapie?
– Tak.
Wrócili. Kirill się położył, Inna przykryła go kocem. Macha usiadła z książką, ale nie czytała.
– Mamo… czy teraz będzie dobrze?
Inna usiadła na krawędzi kanapy.
– Nie wiem, jak to będzie. Ale od teraz nikt nie powie nam, że jesteśmy nie na miejscu. Że musimy odejść. To nasz dom. I my jesteśmy tutaj gospodarzami.
Macha uśmiechnęła się:
– Więc będzie dobrze.
Inna pogłaskała ją po głowie. Kirill już spał. Macha zamknęła oczy.
Telefon wibrował. Wiadomość od Alexeia:
“Mama płacze. Mówi, że ma zaciśnięte serce. Czy zdajesz sobie sprawę, co zrobiłaś? Viktoria mówi, że ich upokorzyłaś. Przed ludźmi. Jak mogłaś?”
Inna spojrzała na ekran. Kiedyś panikowałaby. Usprawiedliwiałaby się, przepraszała. Nie spałaby.
Tym razem po prostu zablokowała numer. Żadnych wiadomości. Żadnej winy za to, że ośmieliła się bronić.
Napisała do swojej prawniczki:
“Marina, szczęśliwego Nowego Roku. Zobaczymy się dziewiątego. Przygotujcie dokumenty rozwodowe.”
Odpowiedź:
“Inna, wszystko będzie dobrze. Odpocznij.”
Inna zbliżyła się do okna. Śnieg padał – czysty, biały. Pokrywał ziemię regularną warstwą.
Jutro zadzwoni do pracy. Potem do prawniczki. Złoży wniosek o rozwód. Rozpocznie życie, w którym nie będzie musiała przepraszać za swoje istnienie.
Nie wiedziała, jak to się potoczy. Czy będzie trudno. Ale wiedziała jedną rzecz: już nikt nie powie jej, że nie ma dla niej miejsca.
Bo miejsce istniało. Jej własne. Zdobyte.
Nie odda go nikomu.