->

Zaskakujące Odkrycie w Szpitalu

 

Panika ogarnęła mnie, gdy biegałem przez korytarz szpitala, biorąc głębokie oddechy i trzymając mocno torbę przy klatce piersiowej. Właśnie otrzymałem informację – głos, który drżał, przekazał mi, że mój mąż, Ethan Ward, miał poważny wypadek po upadku ze schodów w swoim biurze. Nie zastanawiałem się nawet, jak ta osoba zdobyła mój numer. Po prostu chwyciłem klucze i popędziłem w stronę szpitala, jakby moje serce miało się podpalić.

Gdy dotarłem w okolice sal operacyjnych, zatrzymała mnie wysoka pielęgniarka z krótkimi blond włosami. Jej twarz wyrażała niepokój i ostrożność, jakby przewidywała, że zaraz wydarzy się coś strasznego.

— Pani Ward? — wyszeptała.

— Tak! Proszę… gdzie jest mój mąż? Powiedziano mi, że jest w krytycznym stanie!

Rzuciła spojrzenie za mnie, a następnie pochyliła się tak blisko, że poczułem jej ciepły oddech na swoim uchu.

— Szybko, proszę się schować i zaufaj mi. To pułapka.

Zamarłem w miejscu.

— O czym mówisz? Jaka pułapka?

Nie odpowiedziała. Chwyciła mnie za ramię i pociągnęła za dużą szafkę, ukrywając mnie za rogiem. Pragnąłem krzyknąć, ale coś w jej drżących dłoniach przekonywało mnie do milczenia. Zbliżające się kroki zdradzały dwóch mężczyzn w medycznych strojach, z dziwnymi identyfikatorami i postura, która sugerowała, że nie są przyzwyczajeni do noszenia kombinezonów chirurgicznych.

Pielęgniarka dała mi znak, bym pozostał schowany, podczas gdy mężczyźni weszli do sali operacyjnej. Przez małe okno w drzwiach zauważyłem zamaskowanego mężczyznę pochylonego nad Ethanem, który leżał nieruchomo na stole. Czułem, że coś jest nie tak. Klatka piersiowa Ethana nieruchomo unosiła się, zbyt spokojnie. A „lekarz” tokował nerwowo spojrzenia w korytarz, jakby czekał na kogoś – może na mnie.

Dzień zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Moje nogi jakby miały się poddać od utrzymania pozycji kucającej. Moje serce biło tak mocno, że wydawało mi się, że eksploduje.

W końcu pielęgniarka szturchnęła mnie łokciem, bym spojrzał przez szybkę.

Tego, co zobaczyłem, nie mogłem znieść.

Ethan siedział.

Był w pełni świadomy.

Śmiał się wesoło z „lekarzem”, a dwóch mężczyzn w strojach go wspierało jak współspiskowcy. Głowa Ethana nie był kontuzjowana – żadnych bandaży, żadnej krwi, ani nawet zadrapania.

A co najgorsze? Rozmawiał z nimi, jakby planowali to wszystko od samego początku.

W rzeczywistości, on…

…sfałszował cały ten wypadek.

I nigdy nie miałem się o tym dowiedzieć.

Moje kolana niemal się ugięły, gdy stałem z przerażeniem przy szybie. Ethan przełożył nogi przez krawędź stołu operacyjnego, z taką nonszalancją jakby wszedł tam w pełni zdrowy. Fałszywy lekarz podał mu teczkę, podczas gdy zastępy drugiego mężczyzny stały przy drzwiach.

Nie mogłem powstrzymać drżenia — nie z powodu strachu, ale z powodu zdrady tak brutalnej, że czułem fizyczny ból.

Pielęgniarka ścisnęła moją rękę.

— Przykro mi. Zrozumiałam to, dopiero gdy sprawdziłam kartotekę twojego męża. Jego nazwisko nie pojawia się w żadnym prawdziwym rejestrze pacjentów dzisiaj.

Moje słowa wyszły z chrypką:

— Dlaczego miałby udawać kontuzję? Po co ci fałszywi lekarze? Dlaczego sprowadzać mnie tutaj?

Pielęgniarka wahała się.

— Nie znam wszystkiego… ale mężczyźni, którzy są z nim, nie są częścią personelu medycznego. I nie przyszli, aby go leczyć. Przyszli, aby zamaskować coś.

W sali fałszywy lekarz odkrył teczkę i zwrócił się do Ethana. Nie mogłem usłyszeć, co mówią, ale Ethan kiwnął głową — poważnie, z determinacją. To nie była żartobliwa sytuacja. To nie było żadne blefowanie.

To wszystko było zaplanowane z wyprzedzeniem.

Widziałem, jak podpisuje dokument, jego podpis był pewny, bez wahania. Następnie jeden z mężczyzn podał mu mały czarny worek – tak znajomy. To był ten sam worek, który Ethan używał do ukrycia tego, co nie chciał, żebym zobaczył: jednorazowy telefon, gotówka, klucz, którego nigdy nie znalazłem w zamku.

Mój żołądek się skurczył.

Pielęgniarka szepnęła:

— Pani Ward… cokolwiek robi, to nie jest legalne.

Trudno przełknąłem.

— Dlaczego mnie sprowadza?

— Może by cię uciszyć — wyszeptała. — Może aby kontrolować, co wiesz. Albo może… żeby cię wykluczyć.

Polożyłem dłoń na chłodnej szybie. W tej chwili Ethan uniósł wzrok.

Nasze spojrzenia się spotkały.

Szok.

Strach.

Złość.

W ułamku sekundy wydał rozkaz mężczyznom. Jeden z nich rzucił się w stronę drzwi.

Pielęgniarka złapała mnie.

— Musimy iść. Teraz!

Rzuciliśmy się do biegu, skręcając przypadkowo w zakręty. Za nami słychać było kroki z każdą chwilą coraz bliżej. Ktoś krzyczał moje imię — głos Ethana, ostry, bezlitosny, w sposób, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłem.

Wydostaliśmy się na klatkę schodową i zatrzasnęliśmy drzwi za sobą.

Pielęgniarka zablokowała metalowy rygiel i, z trudem łapiąc oddech, wyszeptała:

— Twój mąż nie jest tym, kogo myślisz.

W tej chwili zrozumiałem, że miała rację.

Klatka schodowa wciąż niosła echa kroków, które znikały w oddali. Pielęgniarka – której identyfikator wskazywał „Carla” – opierała się plecami o drzwi, słuchając wszelkich oznak, które mogłyby sugerować, że próbowali się dostać do środka. Mój puls bił tak mocno, że ledwo słyszałem własny oddech.

— Dlaczego by to zrobił? — szepnęłam. — Czego potrzebuje od fałszywych lekarzy i tego inscenizowanego wypadku?

Carla dała mi znak, bym schodził.

— Naprzód. Musimy się wydostać, zanim zabezpieczy drzwi na górze.

Schodziliśmy po betonowych schodach, ale każde piętro wydawało się coraz cięższe od brzemię. Próbowałem poskładać w całość ostatnie tygodnie – nagłe, późne wyjścia Ethana, niewytłumaczalne wpłaty na jego konto bankowe, jak drżał na każdą powiadomienie w telefonie. Zadawałem pytania. On unikał odpowiedzi. Myślałem, że się oddalamy.

Ale nie… On ukrywał coś znacznie mroczniejszego.

Na parterze Carla otworzyła drzwi prowadzące do słabo oświetlonego korytarza serwisowego.

— Nie wiem wszystkiego — powiedziała — ale mężczyźni z nim? Już ich tu widziałam, wchodzili do sal bez wymiany kart。

— Czego Ethan ode mnie chce? — zapytałem.

— Może sposobu na wywarcie presji — odpowiedziała Carla. — Może twoje milczenie. Cokolwiek by nie robił… trafiłaś na fragment planu, którego nie miałaś nigdy zobaczyć.

Dotarliśmy do wyjścia serwisowego, ale zanim zdążyliśmy wyjść, na końcu korytarza pojawiła się postać.

Ethan.

Jego wyraz twarzy nie zdradzał zamieszania ani skruchy. Był zimny.

— Emily — powiedział spokojnym głosem. — Podejdź tutaj. Mogę ci wszystko wyjaśnić.

Carla stanęła przede mną.

— Nie rób ani kroku więcej.

Ethan zignorował ją.

— Emily… miałaś zostać w domu.

Jego wzrok stwardniał.

— Nie miałaś dowiedzieć się o tym wszystkim.

Moje gardło się zacisnęło.

— O czym dokładnie mam się dowiedzieć?

Westchnął głęboko.

— O rzeczach, które cię nie dotyczą. O rzeczach, które nas wszystkich ochronią, jeśli będziesz mnie słuchać.

Carla odpowiedziała ostrym tonem:

— Ona nigdzie z wami nie idzie.

Szczęka Ethana się napięła.

— Emily. Jestem twoim mężem.

Cofnąłem się o krok.

— Naprawdę? Bo mężczyzna, którego poślubiłam, nie udawałby kontuzji, nie otaczałby się fałszywymi lekarzami i nie próbowałby mnie oszukać w szpitalu.

Po raz pierwszy Ethan zawahał się. W jego wzroku pojawił się błysk żalu – ale tylko na chwilę.

— Nie chciałem, żebyś w to była zamieszana — powiedział cicho. — Ale teraz jesteś.

Napięcie w powietrzu wydawało się gęste, wiszące w stłumionym powietrzu korytarza.

A co się wydarzyło potem — czy uciekłem, czy stawiłem czoła prawdzie lub odkryłem sekrety za jego działaniami — daj mi znać.