Nowa Droga Życia w Domu Starców
– Przepraszam, a gdzie ja jestem? – cicho zapytała kobieta, wpatrując się w okno auta, jakby nie rozumiała, co się dzieje.
– Maryjo Petrowna, dotarliśmy. To dom opieki „Bieriozka”. Od dziś zostajesz tutaj.
– Jak to zostaję? – jej głos zadrżał. – A moja córka? Przyjdzie?
– Powiedziała, że zadzwoni, – odpowiedział kierowca, spuszczając wzrok.
Postawił na ziemi małą walizkę, sweter, grzebień oraz starą fotografię.
– Dbaj o siebie, Maryjo Petrowna. To dobre miejsce.
Samochód ruszył.
Ona pozostała na wietrze sama, oszołomiona, z sercem nie chcącym uwierzyć.
Do niej podeszła pielęgniarka w białym fartuchu.
– Witaj. Ja jestem Nadzieja. Chodź, zaprowadzę cię do twojego pokoju.
– Pokój?… Przecież miałam dom. I ogród, a w nim róże pod oknem.
– Tutaj także będzie twój kącik z kwiatami. Zobaczysz, – powiedziała łagodnie kobieta.
Pokój był mały, ale czysty. Drugie łóżko należało do starszej pani, która spała pod kołdrą.
– To ciocia Galina, – wyjaśniła Nadzieja. – Cicha, ale dobra.
– Nic nie szkodzi. Nie jestem z tych, co milczą, – uśmiechnęła się Maryja.
Dni mijały jeden jak drugi.
Większość mieszkańców milczała, chowając się w swoich wspomnieniach, czekając na telefony, które nie dzwoniły.
Maryja nie wytrzymała ciszy.
– Co zamyślasz, Maryjo Petrowna? – zdziwił się strażnik.
– Będę sadzić kwiaty. Jeśli nie ma czym oddychać, trzeba coś wyhodować.
Posadziła miętę, aksamitki, bazylię.
– Tu będzie nasze małe życie, mówiła. – Gdy nie ma kogo czekać, można czekać na kiełki rosnące.
Wkrótce dziedziniec wypełnił się wiosennym zapachem.
A ciocia Galina, milcząca przez tygodnie, pewnego dnia wyszeptała:
„Pachnie domem”
– Tak, – uśmiechnęła się Maryja. – Bo miłość także pachnie.
Później zwróciła się do kierownika:
– Proszę pozwolić na otwarcie warsztatów. Abyśmy mogli szyć, szydełkować i opowiadać swoje historie. Bo milczenie to najcięższa choroba.
Kierownik się zgodził.
Już po kilku dniach pokój wypełnił się śmiechem, nitkami, wspomnieniami.
– Kiedyś szyłam suknię ślubną! – wspominała jedna.
– A ja kostiumy teatralne! – mówiła inna.
Maryja tylko kiwała głową:
– Widzicie, wciąż jesteśmy potrzebni. Dopóki ręce pamiętają, serce żyje.
Wiosna przyniosła zmiany.
Kwiaty zakwitły, ściany przyozdobiły, powietrze tętniło życiem.
Na drzwiach powieszono wiersz Maryji:
„Nie ważne, gdzie jest twój dom, ważne by obok było serce, które słyszy. I niebo, pod którym można powiedzieć dziękuję.”
Wysiadła elegancka, młoda kobieta.
– Szukam mamy. Maryi Petrownej.
Ta stała na dziedzińcu z konewką w ręku.
– Oluńko.
– Mamo, przyjechałam cię zabrać do domu.
– Córko, ja już jestem w domu.
– Przepraszam mamo. Myślałam, że robię najlepiej.
– Robiłaś to, co czułaś. Ale spójrz, ci ludzie nie są już nikomu potrzebni. Jeśli odejdę, kto podleje ich dusze?
– Ale nie musisz tego robić.
– Miłość nie wymaga. Ona po prostu się daje.
Ola patrzyła na uśmiechniętych staruszków, na kwiaty, na matkę, spokojną jak nigdy dotąd.
– To tu dobrze, mamusiu.
– Bo tutaj serca oddychają razem.
Od tamtej pory Ola przyjeżdżała co weekend.
Przywoziła pierogi, malowała z nimi, słuchała opowieści.
Maryja z dumą mówiła:
– To moja córka. Nauczyła mnie, że nawet jeśli cię porzucono, nadal możesz być światłem dla kogoś.
Później kierownik powiedział:
– Maryjo Petrowna, bez Ciebie ten dom nie byłby taki. Chcemy, abyś została koordynatorką.
– W moim wieku? – zaśmiała się. – No, jeśli dusza nie starzeje się, to czemu nie.
Tak wszyscy zaczęli mówić na nią „Maryja Petrowna” – kobieta, która tchnęła życie w starość.
Parzyła herbatę z miętą, śpiewała, pisała wiersze dla każdego.
– Skąd bierzesz tyle siły? – pytała Nadzieja.
– Po prostu nauczyłam się podlewać serce, a nie żal.
Minęło kilka lat.
O „Bieriozce” pisały gazety: „Dom, w którym starość się uśmiecha”.
Gdy Maryja otrzymała dyplom, powiedziała tylko:
– Największa nagroda to uczucie, że wciąż jesteś komuś potrzebny. Bo młodość odchodzi, a miłość nie.
Na stoliku nocnym leżała karteczka:
„Nie płaczcie. Po prostu odeszłam pielęgnować kwiaty na niebie. Dbajcie o siebie. Ponieważ miłość nie zna wieku ani emerytury.”
Ola płakała długo, ale z uśmiechem.
Kontynuowała dzieło matki, sadziła kwiaty, rozmawiała z ludźmi, przynosiła życie.
I wszyscy w tym domu wiedzieli:
jedna prostą kobieta uczyniła świat odrobinę cieplejszym.
Bo, aby zmienić życie, nie trzeba być bohaterem.
Czasami wystarczy podlać kwiat.
I ludzkie serce.