W dramatycznej sytuacji w kawiarni
Gdy odnalazłam schronienie w kawiarni, aby uchronić siebie i moją wnuczkę przed deszczem, nie spodziewałam się, że zostaniemy obsłużone tak nieprzyjemnie. Niezbyt przyjaźni obcy jasno dali nam do zrozumienia, że nie chcą, abyśmy tu były. W krótce zadzwoniono po policję, a kilka dni później moje zdjęcie znalazło się w lokalnej gazecie.
Urodziłam Sarah, kiedy miałam 40 lat. Była moim cudem, jedynym dzieckiem. Sarah dorosła na osobę pełną dobroci, inteligencji i radości. Gdy miała 31 lat, spodziewała się własnego dziecka, ale w zeszłym roku podczas porodu, straciłam ją.
Kiedy myślałam, że życie może być lepsze, ona nie miała nawet możliwości przytulić swojej córeczki. Jej partner nie potrafił się zmierzyć z odpowiedzialnością, więc odszedł, pozostawiając mnie jako jedyną opiekunkę. Od tego czasu wysyła jedynie drobne wsparcie finansowe, które ledwo wystarcza na pieluchy.
Teraz jesteśmy tylko ja i Amy. Może mam już 72 lata i czuję się zmęczona, ale dla Amy jestem wszystkim, co ma w tym świecie.

Wczorajszy dzień zaczynał się jak każdy inny męczący dzień. W gabinecie pediatry była ogromna kolejka, a Amy prawie przez cały czas swojego badania płakała. Gdy w końcu wyszłyśmy, moje plecy bolały, a deszcz lał się z nieba.
Widząc małą kawiarnię po drugiej stronie ulicy, zdecydowałam się się tam schronić, przykrywając wózek Amy swoją kurtką.

Wewnątrz było ciepło i pachniało kawą oraz cynamonowymi bułeczkami. Znalazłam wolny stół przy oknie i postawiłam wózek obok siebie. Amy zaczęła znowu płakać, więc wzięłam ją w ramiona i delikatnie uspokajałam, mówiąc: „Ciii, babcia tu jest, skarbie. To tylko mała deszczyk. Zaraz będzie nam ciepło.”
Nim zdążyłam przygotować jej butelkę, usłyszałam narzekanie z sąsiedniego stołu.
